10 mitów na temat noszenia dzieci w chuście

Chciałabym się dzisiaj zająć fałszywymi informacjami dotyczącymi chustowania, które krążą w internecie i powodują, że młodzi rodzice nie biorą nawet pod uwagę chusty jako alternatywy dla wózka. Do napisania tego wpisu natchnął mnie ten artykuł na portalu sosrodzice → KLIK. Gdy to przeczytałam, to się zagotowałam. Dlaczego? Z wielu powodów. Po pierwsze, niektóre wady chusty, wymienione w artykule, są po prostu kłamstwem! Czym innym jest dla mnie subiektywne zdanie, bo możemy się sprzeczać czy 200 zł to dużo czy mało. Ale jeżeli ktoś pisze, że dla jednego dziecka potrzebne nam będzie kilka chust, to to jest po prostu nieprawda. I takich kwiatków w tym artykule jest więcej. Jest tam masę dezinformacji, półprawd i nie-do-końca kłamstw. Ogólnie artykuł napisany jest z tezą i fakty są pod tą tezę naginane. Ale to, co mnie najbardziej oburzyło w tym artykule, jest pewien sposób pisania – lekko pogardliwy, raczej dzielący rodziców i sugerujący, że Ci, którzy propagują chusty, nie mają racji. To jest mój czwarty wpis na temat chust i nie wydaje mi się, że aby popierać chusty muszę koniecznie jeździć po rodzicach, którzy wożą dzieci w wózkach. Aby argumentować na rzecz swojej tezy naprawdę nie trzeba obrażać swoich oponentów, serio. Ten styl pisania artykułu odbił się też na komentarzach – przeczytałam je wszystkie i przykro mi, jak bardzo zwolennicy jednej jak i drugiej opcji byli dla siebie niepotrzebnie nieprzyjemni. I niesamowicie smutne były dla mnie też komentarze w stylu: „jestem w ciąży, rozważałam noszenie w chuście, ale po przeczytaniu tego artykułu to już raczej podziękuję”. No i jeszcze jedna sprawa – w komentarzach i pod koniec artykułu przewija się jak refren temat agresji i terroru „eko-matek-wariatek” i to jest dla mnie dopiero szokujące. Mieszkam w Krakowie – jednym z największym miast w Polsce, ze względu na posiadanie 2 dzieci, naprawdę dużo czasu spędzam poza domem z dziećmi w miejscach, gdzie są inni rodzice z dziećmi. I tak statystycznie rzecz biorąc myślę, że na każde jedno dziecko w chuście lub nosidle ergonomicznym przypada 30 dzieci w wózkach. Gdzie ten terror, pytam?!? Naprawdę te 5 procent rodziców terroryzuje te pozostałe 95 procent? Ok, trochę mi lepiej. Po prostu chciałam powiedzieć, że naprawdę nie lubię, gdy rozpętuje się internetowe wojenki między ludźmi i wzmacnia się podziały między nimi, by zwiększyć swoją „klikalność”.

To może ja już przejdę do omawianiu mitów (i nic się nie martwcie, nie będzie tylko lukru, tęczy i jednorożców. Wpis o prawdziwych wadach chusty już kończę pisać).

1. Będzie Ci potrzebna więcej niż jedna chusta. Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Albo inaczej: jeżeli kupisz długą chustę tkaną splotem skośno-krzyżowym, to nie będzie potrzeby kupować żadnej innej. W jednej chuście będą mogli nosić obydwoje rodzice i to zarówno noworodka jak i roczniaka czy starsze dziecko. Jeżeli kupisz chustę: elastyczną, kółkową czy po prostu krótką (np. 3,2m), to rzeczywiście będzie trzeba kupić kolejną. A co z brudzeniem się? Może potrzeba dwóch, bo zawsze jedna jest w praniu? Nie uważam, żeby to był jakikolwiek problem. Całą chustę piorę bardzo, bardzo rzadko, a naprawdę nie trzęsę się nad nią jakoś szczególnie. W wypadku, gdy coś się poplami, to zazwyczaj zapieram ręcznie ubrudzony fragment i tyle. A jeśli już trzeba wyprać całą, to można puścić w pralce 2-3 razy wirowanie – taka wywirowana chusta wyschnie dużo szybciej. Podsumowując, powtarzam jeszcze raz: JEDNO DZIECKO = JEDNA CHUSTA.

2. Chusty są drogie. I tak i nie. Zależy czy chcesz mieć chustę dla dziecka czy też dla siebie 😉 Jeżeli uważasz chustę po prostu za narzędzie pomocne przy obsłudze dziecka, to koszt dobrej, tkanej, długiej chusty to około 200zł, a używaną można spokojnie dostać za 100-130zł (przy czym jako używane są też sprzedawane chusty praktycznie nowe, kilka razy zawiązane, bo ktoś się nie przekonał). I podając te kwoty nie mówię tu o jakichś beznadziejnych chustach, najgorszego gatunku. To są realne ceny chust bardzo dobrej jakości, które są w pełni bezpieczne dla dziecka i porządnie wykonane (i wyprodukowane w Polsce!). Poza tym, doświadczenie nauczyło mnie, że duuużo lepszym pomysłem jest kupić na początku chustę używaną (naprawdę używaną, a nie dwa razy zamotaną). Taka chusta jest „złamana”, to znaczy, że materiał już się trochę wyrobił, jest mniej sztywna i dużo łatwiej ją zawiązać początkującej osobie. W żadnym wypadku nie kupujcie przez internet nowych chust od producenta, która kosztują wyraźnie poniżej 100zł i gdzie w opisie chusty nie ma informacji, że jest tkana splotem skośno-krzyżowym. To są rzeczy, które w ogóle na miano chusty nie zasługują, ponieważ nie są bezpieczne dla dziecka i Twojego kręgosłupa.
No to o co chodzi z tymi drogimi chustami? A no o to, że wszyscy jesteśmy estetami 🙂 I oczywiście można kupić taką nową chustę poniżej 200zł:

 Zdjęcie stąd: https://www.natibaby.pl/chusta-avocado-standard.html

I taka chusta jest zupełnie wporzo, nie mam jej nic do zarzucenia. Będzie Wam dobrze służyć przez cały okres noszenia dziecka. No ale można też wybulić 500zł lub więcej i mieć coś takiego, jak to:

zdjęcie stąd: http://slingofest.com/wrapPage/natibaby-kurpie-wrap-hemp?modelId=6410

albo to:

   zdjęcie stąd: https://pl.lennylamb.com/web_page/12042

Ja wiem, że mogłam nie trafić w Wasze gusta, ale zaufajcie mi – jest tyle firm produkujących tak nieprawdopodobnie piękne chusty (polskie: LennyLamb, Natibaby, Little Frog, i nie polskie: Didymos, Oscha, Girasol, Kokadi i wiele innych). I naprawdę tak ciężko jest nie zakochać się w którejś z tych chust i nie kupić jej wbrew zdrowemu rozsądkowi. Dlaczego wbrew rozsądkowi? Bo te chusty nie są lepsze. To znaczy „lepsze” w znaczeniu, że będą spełniać swoją podstawową funkcję lepiej. To po prostu chusty i po prostu da się w nich nosić dziecko. No, ale jak one wyglądają! No i tak trudno nie kupić następnej (bo dla matki – w kwiatki, a dla ojca – w męską kratę, bo jedna ciemna i jedna jasna, bo na lato i na zimę, bo na szczególną okazję itd., itp.) i jeszcze następnej i jeszcze następnej. I za chwilę okazuje się, że jesteś stałym bywalcem forum chusty.info, gdzie wdajesz się w gorące dyskusje nad nową limitowaną kolekcją pawi Didymosa (pozdrawiam serdecznie wszystkie forumowiczki!). Wiec tak, w takiej sytuacji chusty są drogie. I to nawet w ostatecznym rozrachunku dużo droższe niż dobry, nowy wózek. Ale, jak widzicie, to czy chusta będzie droga czy tania zależy tylko od nas 😉

3. Przez noszenie w chuście dziecko będzie miało krzywy kręgosłup. – Za czasów naszych rodziców głównym przykazaniem ze strony pediatrów było, żeby noworodek jak najwięcej czasu leżał płasko na pleckach. W związku z tym wiele starszych osób, gdy widzi dziecko w chuście, dostaje palpitacji serca. Nie jestem lekarzem ani fizjoterapeutą, dlatego odsyłam do artykułu na ten temat, gdzie wypowiadają się specjaliści → KLIK. Nie odsyłam Was na żadną ze stron promujących rodzicielstwo bliskości, tylko na portal tworzony przez lekarzy i dla lekarzy, szczycący się tym, że zależy im na promowaniu wiedzy opartej na najnowszych wynikach badań naukowych. I mam nadzieję, że to wystarczy, by Was przekonać, że w prawidłowo zawiązanej chuście Waszemu dziecku nie stanie się krzywda.

4. Wiązanie chusty jest trudne. – No jest. Tak samo trudne, jak każda nowa rzecz w naszym życiu. Myślę, że to podobny poziom trudności, co ubranie noworodka w bodziak, czyli że na początku: „ło, matko! Jak to zrobić?!?”, a później – bułka z masłem. Wiązanie chusty to coś, czego trzeba się nauczyć. Pomóc mogą tutoriale na youtube, czy opisy na różnych stronach czy blogach promujących noszenie w chuście. Pomóc może też doradca (niestety to jest impreza, za którą trzeba zapłacić minimum 100zł) lub znajomi rodzice, którzy sami noszą w chuście. Ogólnie nie jest to czynność nie do ogarnięcia dla większości z nas. A jak się wyrobicie, to zawiązanie dziecka w chustę zajmuje dosłownie minutę. (tutaj link do wpisu, gdzie możecie poznać moje wypróbowane triki ułatwiające wiązanie chusty – KLIK).

5. Nie wszystkie dzieci lubią być w chuście – no jasne. I nie wszystkie dzieci lubią być w wózku. I nie wszystkie dzieci lubią kąpiel. A jednak je kąpiemy i wozimy. A tak bardziej serio, to bycie przytulonym do rodzica jest czymś bardzo naturalnym dla niemowlęcia, a niechęć do kontaktu fizycznego z opiekunem może świadczyć o jakichś zaburzeniach (np. autyzmie) lub fizycznych schorzeniach, które powodują, że np. dziecko ułożone w chuście czuje ból. Ale to bardzo, bardzo rzadkie i wyjątkowe przypadki. Myślę, że w większości sytuacji pod hasłem „dziecko nie lubi” może ukrywać się kilka prostych do obejścia problemów. Więcej piszę o takich sytuacjach w tym wpisie → KLIK i tłumaczę też, jak sobie poradzić w takich wypadkach.

6. Plecy Ci pękną od tego dźwigania. – Wiele osób jako wadę chustowania podają ciężar dziecka i jego z miesiąca na miesiąc rosnące wymiary. Obydwa te problemy rozwiązują według mnie różne sposoby noszenia dziecka. W innym wiązaniu nosi się noworodka, a w innym roczne dziecko. Starsze dziecko można „przerzucić” na plecy i wtedy niczym się to nie różni od chodzenia z plecakiem. W wiązaniach na plecach można ponieść dużo większy ciężar, co więcej, główka i nóżki dziecka nam nie przeszkadzają tak, jak wtedy, gdy nosimy je przed sobą. Co do ciężaru dziecka należy jeszcze zauważyć jedną rzecz. Jeśli nosisz dziecko od urodzenia, codziennie, to Twoje mięśnie pleców, ramion i nóg codziennie się wzmacniają i tak naprawdę nawet nie czujesz zwiększającej się masy dziecka. No ale tu pojawia się argument, że po co w ogóle tak dźwigać, jak można dziecko zapakować do wózka i zakupy zapakować do wózka i nic nie trzeba dźwigać. No dźwigać nie trzeba. Ale pchać trzeba. Wózek z gondolą waży 15-18 kilogramów plus do tego waga dziecka, plus do tego waga hipotetycznych zakupów. A polskie chodniki nie rozpieszczają, tak samo schody i brak podjazdów dla wózków i brak windy w bloku. Myślę, że człowiek ma dużo większą szansę zrobić sobie krzywdę w kręgosłup, gdy musi taki wózek z dzieckiem i dodatkowym obciążeniem dźwignąć raz i drugi przy każdym wyjściu na spacer, niż nosząc dziecko w chuście.

7. Nie wszyscy mogą nosić, nie wszystkie dzieci mogą być noszone. – To trochę jest mit, a trochę prawda. To znaczy – rzeczywiście istnieją medyczne przeciwwskazania do noszenia w chuście ze względu na stan zdrowia dziecka lub rodzica. Po raz kolejny odsyłam Was do artykułu na portalu medycyna praktyczna, tym razem do części czy istnieją medyczne przeciwwskazania do noszenia dzieci w chustach? → KLIK. Tam wszystkie sytuacje, gdy noszenie w chuście jest niewskazane zostały opisane. Okazuje się, że realnie takich przeciwwskazań jest bardzo, bardzo mało. I dlatego właśnie umieściłam to stwierdzenie wśród mitów. Ponieważ bardzo często lekarze i położne, którzy nie posiadają ŻADNEJ wiedzy na temat noszenia w chuście, zabraniają rodzicom noszenia motywując to zdrowiem dziecka. Przykład: moja koleżanka została ojechana przez panią doktor, że nosi dziecko w chuście, bo to może spowodować dysplazję stawów biodrowych! Tymczasem badania naukowe jasno wskazują, że noszenie dziecka w pozycji „żabki” jest świetną profilaktyką dysplazji. Dlatego, jeśli tylko macie taką możliwość, to skonsultujcie się z certyfikowanym doradcą noszenia w chuście i wtedy będziecie mieli jasność czy jest powód, by z noszenia zrezygnować. Może się okazać, że wystarczy tylko zmienić wiązanie i dostosować je do szczególnych potrzeb Waszych lub Waszego dziecka.

8. Dziecko może wypaść z chusty w trakcie noszenia – nie może. No nie może i kropka. Z PRAWIDŁOWO zawiązanej chusty dziecko nie może wypaść. A z nieprawidłowo? Nadal uważam, że byłoby to bardzo trudne. To znaczy, że nie wystarczyłoby dopuścić się jakiegoś niewielkiego błędu w wiązaniu, tylko musiałoby to być kilka naprawdę kardynalnych błędów, które bardzo ciężko byłoby przeoczyć (na przykład: w ogóle niezawiązana chusta). I nawet, gdyby to się stało, to dziecko nie spadłoby nagle na ziemię, tylko powoli zaczęłoby się wysuwać z chusty i rodzic spokojnie byłby w stanie zareagować na to, zanim cokolwiek by się stało.

9. Dziecko może się udusić w chuście – jak wyżej. NIE MOŻE. W PRAWIDŁOWO zawiązanej chuście nie może. Podobno zdarzyły się takie wypadki, ale dotyczyły one jednego wiązania – „kołyski” i nieprawidłowego noszenia dziecka w nim. Na przykład: dziecka chorego, osłabionego (nie miało siły zaprotestować), z bródką przygiętą do klatki piersiowej, z twarzą wciśniętą w nagą pierś matki. Wrzuciłam hasło „dziecko uduszone w chuście” w wyszukiwarkę, przeczytałam sporo artykułów na ten temat po polsku i angielsku. Po wczytaniu się w treść każdego z nich okazywało się za każdym razem, że to nie była chusta tylko jakiś rodzaj nosidła.

10. Przyzwyczaisz dziecko do noszenia i będzie trzeba je nosić cały czas – to jest zarzut, z którym spotkałam się niejednokrotnie. Przodowały w tym obce, „życzliwe” starsze panie. Jest to o tyle ciekawe, że nie widzę, żeby te same starsze panie podchodziły do kobiet z dzieckiem wózku i mówiły: „no i co je tak wozisz? A jak się przyzwyczai do wożenia i nie będzie chciało samo chodzić?”. Bo te starsze panie z własnego doświadczenia wiedzą, że dziecko będzie chciało chodzić. Dziecko ma swoje naturalne instynkty i dąży do tego, by stać się mobilne. Nie trzeba dziecka namawiać do tego, by nauczyło się siadać, raczkować czy chodzić. Dzieci same do tego prą (oczywiście jedne wcześniej, a drugie, ku niezadowoleniu rodziców, później). I tak samo, jak dziecko wyrasta z wózka, tak samo dziecko wyrośnie z chusty.

Na ten moment nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Jeśli Wy słyszeliście/czytaliście jeszcze o jakichś innych wadach chusty, a nie znaleźliście ich tutaj, to może oznaczać, że jest to jak najbardziej prawda 🙂 O prawdziwych wadach chusty planuję jeszcze napisać, link będzie tu → KLIK.

Pozdrowienia,

Matka Skaut

P.s. Wpis oczywiście nie jest sponsorowany przez żadnego producenta chusty. Zdjęcia chust zostały użyte za wiedzą i zgodą autorów.

P.s.2 Na zdjęciu to jestem ja z Pierworodną i Drugorodną podczas wakacyjnego zwiedzania. Do wszystkich spostrzegawczych – tak, wiem. Młoda jest źle zawiązana. Zdarza się.

Comments

  1. Magda T.

    Moich czterech synów wózka nie znało do etapu spacerówki, której czasem używamy do drzemek podczas wyjazdów na wieś. Wyjątkowo szybko każdy „szedł w świat” i nie potrzebowali maminych ramion częściej niż ich rówieśnicy. Ale ile się nasłuchałam, że przyzwyczaję do noszenia, to moje. Przy Gustawie zamykam wszystkim usta mówiąc, że przy czwartym już chyba wiem lepiej, choć wiem, że nie wiem, ale czasem ludzie są naprawdę wkurzający ze swoimi wyssanymi z palca mądrościami i poczuciem wyższości, bo ich metoda na pewno jest lepsza. O uduszeniu, krzywym kręgosłupie i innych bajkach też się nasłuchałam (zawsze od zupełnie obcych osób, które czują potrzebę, by reagować, bo przecież na pewno krzywdzę swoje dziecko). Nie zaglądam innym do wózków i nie lubię, kiedy inni zaglądają mi do chusty, ale zawsze sobie myślę, że niektórzy ludzie muszą być naprawdę sfrustrowani i nieszczęśliwi, że czują potrzebę, by się w ten sposób dowartościować. Bo w to, że chcą pomóc i chodzi im o dzieci, nie wierzę. Na szczęście życzliwych osób jest znacznie więcej – tylko nie są aż tak widoczne 😉

    1. Post
      Author
      Matka Skaut

      Przeczytałam kiedyś takie hasło, że głupich ludzi na świecie nie jest tak dużo, ale są tak sprytnie porozstawiani, że zawsze na jakiegoś trafisz 😉 (P.s. Czwórka! Wow! Dzielna Ty!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *