Noś w chuście z niewłaściwych powodów

Jak powszechnie wiadomo, są dobre i złe powody by nosić w chuście. Dobre to nawiązywanie tej jakże magicznej relacji z dzieckiem i Bliskość (ale taka koniecznie z dużej litery). A złe – to zwykłe lenistwo i wygodnictwo. I do tego drugiego chciałabym Was dzisiaj namówić.

Najpierw scenka rodzajowa. Gdy Pierworodna miała 3 miesiące, byłam na wyjeździe z drugą matką i jej 4-miesięczną córką. Styl rodzicielstwa tej matki był mocno nawiązujący do Rodzicielstwa Bliskości, ale z chustą jakoś się nie polubiła. Tymczasem ja (w jej oczach zapewne wyznawczyni zimnego chowu) śmigałam z dzieckiem w chuście na okrągło. Któregoś dnia rozmawiamy o chustach i ja mówię: „bo wiesz, Młodą noszę, bo to jest tak niesamowicie wygodne”. Na co ona z uśmiechem wyższości: „no tak, właśnie tak myślałam, że ty DLATEGO to robisz”. Czyli jednak wyszło szydło z worka – to nie o bliskość mi chodzi, tylko o dwie wolne ręce. Zła, zła matka.

Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o największych zaletach noszenia w chuście. A jakby się ktoś zastanawiał na ile mam kompetencje, żeby to robić, to powiem, że mam dwie córki (rok i 3 lata) i żadnego wózka. Mam nadzieję, że takie referencje wystarczą.

Zacznijmy od moim zdaniem dwóch głównych zalet noszenia w chuście, które bynajmniej nie pokrywają się z zaletami wymienianymi przez rodziców wychowujących swoje dzieci w duchu Rodzicielstwa Bliskości.

1. Noszenie dziecka w chuście, to doświadczenie, które jest najbliższe wyjścia z domu bez dziecka. Jeśli po urodzeniu dziecka czujesz się jak pies uwiązany na łańcuchu, a każde wyjście z domu wydaje Ci się wyprawą na Marsa (bo i łazik marsjański trzeba zabrać i osprzęt i samego kosmonautę), to chusta daje Ci możliwość wyjścia z domu prawie jak za dawnych, dobrych czasów (czytaj: zanim pojawiło się dziecko). Kilkutygodniowe niemowlę zawiązane w chustę prawie na pewno zaśnie albo będzie cichutko patrzyło się na świat. Jest na tyle lekkie i małe, że idąc i patrząc przed siebie możesz naprawdę zapomnieć, że masz ze sobą dziecko. Nie musisz ciągle wkurwiać się na dziurawe polskie chodniki, szukać podjazdu dla wózka i zastanawiać się, czy ludzie będą łaskawi przesunąć się, żebyś wepchnęła wózek do autobusu. Chusta daje Ci możliwość chodzić tak szybko, jak wcześniej i tymi samymi drogami, co wcześniej. I to jest chociaż namiastka wolności. Bardzo drażniło mnie w wielu momentach, jak bardzo musiałam zmienić swoje zwyczaje i nawyki po pojawieniu się dzieci i jak bardzo wszystko musi być dopasowane do dzieci. Chusta powoduje, że to dziecko dopasowuje się do mnie i pozwala robić mi różne rzeczy tak, jak wcześniej. I to jest dla mnie najważniejsza zaleta chusty (i totalnie „niewłaściwy” powód, by nosić w chuście).

2. Noszenie w chuście jest super dla matek, które nie lubią bliskości z dzieckiem. W książce Państwa Searsów na temat rodzicielstwa bliskości spodobało mi się zaledwie kilka rzeczy (tu będzie można przeczytać niedługo moją recenzję „Księgi Rodzicielstwa Bliskości”→ KLIK). Bardzo jednak fajna wydała mi się rada dla matek, które nie zapałały do swoich dzieci natychmiastową miłością – „zachowuj się tak, jakbyś to czuła”. To znaczy: opiekuj się dzieckiem, spędzaj z nim czas, a to samo przyjdzie. Bo w takich sytuacjach kobiety mają tendencję do odsuwania się od dziecka, a gdy to robią, to same pozbawiają się szansy, by hormony zadziałały i wszystko jakoś zatrybiło. I dlatego uważam, że noszenie w chuście w tym wypadku, jest idealnym rozwiązaniem. Jeżeli bliskość z Twoim dzieckiem nie przychodzi Ci łatwo i naturalnie, nie masz ochoty brać go na ręce, przytulać, a tak w ogóle to najchętniej znalazłabyś się daleko, daleko od niego, to noszenie w chuście jest sytuacją win-win dla Ciebie i dziecka. Dla Ciebie – z dwóch powodów. Po pierwsze, możesz zawiązać dziecko i iść z nim w świat załatwiać swoje sprawy i nawet sobie troszkę poudawać, że wcale dziecka z Tobą nie ma. Po drugie, ponieważ dziecko w chuście płacze mniej niż dziecko bez chusty. Jeżeli Twoje uczucia wobec dziecka nie są jakieś szczególnie gorące, to każda minuta jego płaczu oddala Cię od niego jeszcze bardziej. Masz coraz mniejszą ochotę być z nim w kontakcie, brać na ręce, a coraz częściej myślisz sobie: „niech ono się w końcu zamknie!”. A noszenie w chuście powoduje, że dziecko właśnie przestaje wyć. Naprawdę łatwiej pokochać, a na początek chociaż polubić dziecko, które płacze mniej. Plus dla dziecka jest powiązany z plusem dla Ciebie. Jest spora szansa, że ono płacze, bo właśnie chciałoby trochę bliskości i czułości, a noszenie w chuście mu to daje. I to niezależnie od tego, czy nosisz dziecko w chuście i serce ci pęka z miłości do niego, czy nosisz i niewiele się zajmujesz tym, że ono jest przy Tobie. Efekt finalny jest taki sam – dziecko dostaje swoją porcję bliskości i jest mu lepiej, jest spokojniejsze i szczęśliwsze. Uważam, że chusta to najlepszy przyjaciel wszystkich młodych rodziców, którym pokochanie dziecka idzie tak trochę oporniej. W internecie popularność zdobywa hasztag związany z chustowaniem – #noszebokocham, a ja uważam, że dużo lepiej zalety chusty reklamuje odwrotny: #kochambonosze.

Tak naprawdę, to uważam, że niepotrzebna jest dalsza rekomendacja, bo te dwa powody to wystarczająco dużo, by chociaż spróbować przekonać się do chusty. Ale tak dla porządku napiszę jeszcze o kilku mniej istotnych sprawach, które powodują, że wolę chustę od wózka.

1. Kolki – tak!!! Młodsza była dzieckiem wybitnie kolkowym przez pierwsze 6 tygodni życia od godziny 18:00 do 22:00 nasz dom zamieniał się w piekło. Wyła i nic nie pomagało, żadne masaże, kąpiele, ciepłe termoforki, bujanie na rękach, kładzenie na brzuszku, espumisany i cała reszta. A chusta – od razu. Więc, gdy miałam dość wysłuchiwania wycia, to wiązałam koleżankę i wychodziłyśmy na dłuuugi spacer (pies był zachwycony).

2. Powrót do formy po porodzie. Ja nie należę do tych szczęśliwych kobiet, co to albo nic w ciąży nie utyły albo którym wszystkie dodatkowe kilogramy zniknęły same. U mnie to była mozolna praca nad sobą i chusta bardzo w tym pomaga. Dzięki chuście chodziłam więcej i do tego z dodatkowym obciążeniem, co pozwoliło mi chudnąć szybciej.

3. Ludzie są milsi – przy Pierworodnej to tak nie wyglądało. W 2014 chodząc po ulicach z dzieckiem w chuście spotkało mnie bardzo wiele negatywnych komentarzy (nawet jakiś pijany żul spod sklepu mnie zwyzywał, że kręgosłup dziecku zniszczę). Nie zliczę „życzliwych” starszych pań z komentarzami typu: „a nie udusi się?”, „A kręgosłup się nie skrzywi?”, „A co, jak potem będzie chciała cały czas na rękach być?”. A przecież to było w Krakowie, niby takim wielkim, „światowym” mieście. Dlatego przy Młodszej uzbroiłam się w wymyślone zawczasu cięte riposty i wojowniczą postawę pod tytułem: „tym razem, to ja wam pokażę” i… nie było czego i komu pokazywać. Dwa lata różnicy, a w postawach ludzi – zmiana o 180 stopni. Spotkało mnie bardzo, bardzo dużo pozytywnych komentarzy, wsparcia, pochwał i to głównie od starszych osób. Ludzie chętnie zagadują, dopytują i (co najważniejsze) ZAWSZE ustępują miejsca w komunikacji miejskiej. Więc jeśli chcesz się poczuć dobrą matką – zachustuj dziecko i idź do ludzi 😉

4. No i tak, oczywiście. Ta niepowtarzalna okazja do nawiązania więź i bliskość z dzieckiem. Dupę urywa. Nie no, ale tak serio, to nawet bywa miłe, szczególnie, gdy dziecko sobie tak słodko śpi.

Przekonałam kogokolwiek? Bardzo bym chciała. Strasznie mi żal, że nadal tak naprawdę relatywnie niewielu rodziców nosi dzieci w chuście, a część uważa to za wymysły matek-ekowariatek. Bo noszenie w chuście nie musi być manifestem ideologicznym w stylu: „noszę w chuście=piorę w orzechach=jestem wege” (z całym szacunkiem dla wegan i osób piorących w orzechach). Po prostu nie ma co patrzeć na chustę, jako oznakę jakiegoś szczególnego stylu życia. Dużo lepiej spojrzeć na nią jak na świetne narzędzie, które może pomóc każdemu młodemu rodzicowi ogarniać życie po pojawieniu się dziecka. I

Matka Skaut

Ps Planuje więcej wpisów o chustach – o mitach, wadach, a także poradnik jak zacząć (triki podczas wiązania, zakup chusty). Ale to z czasem 🙂

Ps 2 Tak, na zdjęciu jest moje dziecko. Konkretnie to Młodsza. Na zdjęciu ma 6 miesięcy i właśnie rozszerza dietę o lody pistacjowe.