O pomaganiu część druga

Zapraszam na drugą część wpisu – tym razem bardzo praktyczną. Razem wściubimy nos w finanse fundacji w Polsce. Dodatkowo, podrzucę Wam kilka pomysłów, jak zacząć sensownie pomagać.

To może zacznę od wyjaśnienia pokrótce z czego utrzymują się fundacje w Polsce. Nie będzie to pełen przegląd możliwych źródeł finansowania. Jeśli ktoś z Was chce poczytać o tym więcej, to zapraszam do tych artykułów: KLIK i KLIK. W tym wpisie chciałam przedstawić tylko zarys dla tych, którzy niewiele wiedzą o działalności fundacji w naszym kraju. To zaczynamy! W Polsce ogromna większość fundacji nie funkcjonuje dzięki pieniądzom od indywidualnych darczyńców (co przy statystykach dotyczących dobroczynności, nie jest raczej zaskoczeniem). Fundacje często dostają pieniądze z różnego rodzaju dotacji i projektów (np. z urzędu miasta czy Unii Europejskiej). Tylko, że te dotacje są „celowe”, to znaczy, że za te pieniądze trzeba zrealizować pewne cele (lub „zadania publiczne”), na które fundacja się umawia z dającym pieniądze.

W umowie jest bardzo ściśle określone, na co fundacja może wydać tę kasę i jeśli wyda ją na coś innego, to spotka ją sporo nieprzyjemności (wykluczenie z kolejnych konkursów, zwrot całej dotacji, płacenie kar umownych, sprawa w sądzie). Co ciekawsze, takie umowy nie finansują całość zadania. Fundacja musi wykazać się „wkładem własnym”, to znaczy, że część zadania ma być wykonana za pieniądze fundacji (które fundacja ma od darczyńców, ha, ha, ha!). Więc dochodzi do trudnej sytuacji, gdzie by zarobić pieniądze, musisz wykazać, że masz pieniądze. A jeśli nie realnie pieniądze, to ludzi, którzy będą pracowali dla fundacji za darmo (niekiedy część wkładu własnego może być nie pieniężna, tylko w formie „roboczogodzin” wolontariuszy).

Zdjęcia we wpisie pochodzą z unsplash.com

Oczywiście, tego typu umowy najczęściej zakładają, że całe pieniądze pójdą na realizację zadania, a nie będą „przejadane” przez fundację. Tak, wyczuwacie ironię, chodzi o koszty własne. I w ten sposób dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy fundacja ma kasy jak lodu na przykład na: zakup sprzętu sportowego albo korepetycje dla dzieci, ale nie ma za co zapłacić hydraulikowi za naprawę zatkanego kibelka, z którego korzystają te same dzieci. Albo odcinają im prąd, bo nie było za co zapłacić rachunku (bo z pieniędzy „dotacyjnych” nie można).

Konieczność wykazania się wkładem własnym oraz niemożność opłacenia kosztów własnych z dotacji powoduje, że niby pieniądze są na wyciągnięcie ręki, a jednak wcale nie. I większości małych fundacji nie pozostaje nic innego, niż się ślinić przez szybę do takiej kasy, ale bez realnej możliwości zdobycia jej.

W ostatnich latach pojawiła się w Polsce inna niż dotacje i projekty możliwość na zdobycie większej kasy na działalność. Jest to mariaż z prywatnymi firmami w ramach tak zwanego „odpowiedzialnego biznesu”. To pojęcie robi coraz większą karierę, ponieważ coraz więcej firm widzi, że standardowa reklama nie działa już na odbiorców. Dużo lepiej można zareklamować się tworząc pozytywne skojarzenie dotyczące firmy. W związku z tym firmy dają kasę fundacjom, ale fundacje mają się tym pochwalić (np. umieszczając baner czy logo sponsora na swojej stronie czy w siedzibie). Większe firmy często mają większe wymagania i „odwdzięczenie się” za darowiznę bywa skomplikowane – na przykład wymaga zorganizowania przez fundację jakieś imprezy charytatywnej. To, jak będzie wyglądała ta współpraca, fundacja i firma ustalają w ramach umowy.

Nie wiem, czy na podstawie tego, co napisałam, ten wniosek sam się u Was pojawił, ale zasada jest taka, że dużym fundacjom jest łatwiej. Mogą uzyskać dotację, bo mogą się pochwalić wkładem własnym. Poza tym, często mają prawnika albo innego specjalistę od pisania tego typu rzeczy i doświadczenie w wygrywaniu konkursów dotacyjnych. To oznacza, że ich wniosek o dotację jest lepiej wypełniony i wygląda bardziej profesjonalnie. Duże fundacje mają też większą szansę na współpracę z jakąś firmą, bo rozpoznawalna fundacja jest dla firmy lepszym „słupem ogłoszeniowym” niż taka, której nikt nie zna. I w takiej sytuacji duzi i silni stają się jeszcze bardziej duzi i silni (to znaczy relatywnie duzi i relatywnie silni. No wiecie, na miarę polskich realiów), a mali pozostają dalej mali i muszą ciułać darowizny po kilka złotych albo decydują się odpuścić sobie i spakować walizki.

„A co ze słynnym 1%?” zapytacie. 1% to jest kasa, z której realnie korzystają głównie duże i znane fundacje. Dlaczego? Bo po pierwsze, nie każda fundacja jest organizacją pożytku publicznego (OPP) i nie każdej można ten jeden procent podarować. Stanie się OPP wymaga pewnego wysiłku i nie zawsze jest opłacalne z punktu widzenia fundacji, ze względu na pewne obostrzenia prawne związane z działalnością OPP. Po drugie, aby realnie zarobić na 1%, trzeba sprawić, by bardzo wielu ludzi zrobiło odpis. A do tego jest potrzebna reklama, a najlepiej też stworzenie i umieszczenie w sieci własnego, darmowego (i dobrze działającego!) programu do rozliczania PITów, co generuje spore koszty.

Jak już mniej więcej wiecie jak to działa, to chyba sami widzicie, że w Polsce fundacjom to raczej wiatr w oczy i ogólnie zawsze pod górkę. Dlatego fajnie by było, gdyby coraz więcej osób prywatnych angażowało się w pomoc. No po prostu nie da rady, bez Was to nie ruszy do przodu. W związku z tym zapraszam na kilka wskazówek, jak pomagać.

1. Nie patrz na pomaganie zero-jedynkowo. – Nie myśl, że jeżeli nie jesteś w stanie dać dużo kasy, to lepiej nie dawać nic. Jeśli nie jesteś w stanie być wolontariuszem trzy dni w każdym tygodniu, to nie warto być wolontariuszem w ogóle. Nie zniechęcaj się, bo nie możesz zrobić tyle, ile w tej chwili byś chciała. Mój Mąż jest matematykiem i może Ci wyjaśnić, że danie darowizny w wysokości jednej złotówki, to jest nieskończenie razy więcej niż niedanie niczego.

2. Dawaj „na wędkę”, nie „na rybę”. – Nie wiem, jak mogłabym to szerzej skomentować. Jeśli poruszają Cię problemy konkretnej grupy społecznej albo jakichś zwierząt, to postaraj się znaleźć fundację, która się tym problemem zajmuje. I poczytaj, w jaki sposób pomagają – czy zajmują się łagodzeniem skutków (czyli „gaszeniem pożarów”) czy też próbują pozbyć się problemu docierając do jego przyczyn. Na przykład lepiej dać kasę na fundację zajmującą się pomocą bezdomnym niż pojedynczemu bezdomnemu. Ale jeśli masz do wyboru dwie fundacje, z których jedna prowadzi noclegownię i wydaje darmowe posiłki, a druga dodatkowo prowadzi zajęcia w stylu: doradztwo zawodowe, kursy przyuczające do zawodu, wsparcie w znalezieniu pracy czy wsparcie psychologiczne dla osób uzależnionych, to lepiej dać kasę tej drugiej[1].

3. Nie dawaj kasy, bo akurat ktoś wystawił w Twoją stronę puszkę (albo rękę). – Wiem, po tych moich wszystkich wcześniejszych wypowiedziach i „zagrzewaniu” ludzi do pomagania brzmi to dosyć dziwnie. Jednak uważam, że dużo bardziej wartościowa jest pomoc „z głową” – przemyślana i celowa. Dlatego proponuję poszukać fundacji, która wspiera cel, który jest dla Ciebie ważny (i robi to w sposób rozsądny!). Jednych najbardziej wzruszają dzieci, innych – starsi ludzie, niektórzy martwią się o bezdomne psy, a inni o wymierające orangutany. A jeszcze inni chcą wspierać zdolną młodzież albo małe biznesy w Indiach. Przemyśl, co uważasz za najważniejsze. Wejdź na stronę fundacji, poczytaj o ich działalności, jeśli działają w Twojej miejscowości – odwiedź ich osobiście. Wrzucanie do puszki na losowy cel jest niefajne z dwóch względów. Po pierwsze, cała sytuacja dzieje się w pośpiechu i ja zawsze zastanawiam się, ile takich osób z puszkami jest po prostu oszustami. Po drugie, możesz dać kasę na sprawę, która nie tylko nie jest dla Ciebie ważna, a wręcz jesteś jej przeciwnikiem (ja kiedyś dałam kasę na fundację pomagającą osobom z rakiem, a potem na ich stronie się doczytałam, że finansują chorym udział w pseudo-psychologicznych warsztatach, które mają „leczyć” raka).

4. Ustaw stałe polecenie przelewu! – Znalazłaś fajną fundację? Chcesz im pomóc? Zrób to TERAZ! 3 minuty roboty, a pozwala na „odfajkowanie” tematu. Dla mnie stałe polecenie przelewu jest fajne z tego względu, że łatwiej mi odmawiać, gdy jestem atakowana przez kolejnych wolontariuszy z puszkami. Wrzucanie do takich puszek działa trochę na zasadzie poczucia winy: „a ty kiedy ostatnio dałaś pieniądze na jakiś szczytny cel, hę?”. Dzięki poleceniu przelewu wiem, że ja już dałam. Co więcej, w Polsce NGOsy są w przeważającej większości naprawdę bardzo biedne i dla fundacji istotna jest pewna stałość i przewidywalność (pozwala lepiej planować budżet). Stałe polecenie przelewu (i poinformowanie o nim) jest fajniejsze niż jedna, większa kwota raz do roku. Dzięki niemu pracownicy wiedzą, że będzie za co w tym miesiącu zapłacić za czynsz w siedzibie albo za ogrzewanie. Naprawdę, dla sporej liczby fundacji w Polsce pytanie: „czy będziemy w tym miesiącu mieli kasę, żeby zapłacić za prąd?”, jest dużo bardziej realnym problemem niż: „jaki by tu model mercedesa wybrać?”. Powiem Wam coś jeszcze. Ta kasa na prąd często się nie znajduje. I wiecie, co wtedy robią pracownicy? Zrzucają się ze swoich pensji (tak, z tego tysiaka na umowę o dzieło). Także ustaw to polecenie przelewu. A może uda Ci się namówić kogoś znajomego, żeby też ustawił? Jest jeszcze jeden plus ustawienia polecenia przelewu – dzięki temu trafiasz do bardzo ekskluzywnego klubu – tylko 3 procent ludzi w Polsce robi coś takiego[2].

5. Zaangażuj się. Szukaj swoich sposobów na pomaganie. – Dla fundacji kasa jest zawsze dobra, bo można ją wydać na to, co akurat jest najbardziej palącą potrzebą. Ale dawanie pieniędzy nie jest jedyną możliwością. Jeśli masz fundację, którą chcesz wesprzeć – skontaktuj się z nimi, zapytaj, czego najbardziej potrzebują. Niekiedy dobrze dopasowana pomoc rzeczowa albo Twój czas i umiejętności mogą mieć dużo większą wartość niż kasa, którą jesteś w stanie podarować. To nie oznacza, że pomoc rzeczowa jest zawsze dobra – wręcz przeciwnie, pomoc rzeczowa najczęściej jest z dupy i zupełnie niedopasowana do potrzeb fundacji. Ludzie często traktują darowizny rzeczowe jako sposób na poczucie się lepiej podczas wyrzucania śmieci. Masz w domu 20 skarpetek bez pary? To nie jest coś, co się powinno wrzucać do paczki podczas zbiórki odzieży[3]. Podręcznik do obsługi komputera wydany w 1995 roku? Nie nadaje się na zbiórkę książek do biblioteki dla bezdomnych. Pomoc rzeczowa jest fajna TYLKO, gdy jest dopasowana do potrzeb fundacji. Wielokrotnie w fundacji zdarzało nam się zmagać z takimi właśnie „darami losu” – głupio odmówić przyjęcia, a potem kompletnie nie wiadomo, co z tym zrobić. Dlatego, jeśli wolisz zamiast pieniędzy podarować jakieś przedmioty lub czas i umiejętności, to porozmawiaj z ludźmi z fundacji i spytaj się, czego tak naprawdę potrzebują w tej chwili. Dobrze dopasowana pomoc może być super zarówno dla darczyńcy jak i dla obdarowanych. Na przykład:

  • fundacji brakuje wyposażenia biura albo monitor komputera się zepsuł, a firma, w której pracujesz, właśnie planuje wymieniać tego typu sprzęt na nowy;
  • jesteś managerem zespołu, który kiepsko się dogaduje – zamiast wydawać kasę na drogie wyjazdy integracyjne, zabierz ludzi na wspólne pomaganie (np. sprzątanie czy udział w pracach remontowych);
  • jesteś informatykiem – możesz zrobić fundacji nowoczesny szablon strony zamiast tego, który mają (zaprojektowany w 1999 roku przez znajomego licealistę);
  •  jesteś prawnikiem, a fundacja potrzebuje akurat porady prawnej;
  • jesteś mechanikiem samochodowym, a stary grat używany przez pracowników fundacji znowu się rozkraczył i koszty naprawy przewyższają jego wartość rynkową.

Poza tym, są rzeczy, które możesz dać, a których nie da się zastąpić pieniędzmi i w takim wypadku dawanie jest jeszcze bardziej niesamowitym przeżyciem. Możesz:

  • zarejestrować się w fundacji DKMS (KLIK) jako potencjalny dawca szpiku (zostać dawcą szpiku i uratować czyjeść życie, to moje wielkie marzenie);
  • zostać honorowym krwiodawcą;
  • jeśli karmisz piersią – możesz zostać dawczynią dla Banku Mleka Kobiecego (KLIK).

6. Fundacjom często bardzo trudno znaleźć pieniądze na podstawowe potrzeby własne (np. opłacenie rachunku za prąd czy telefon), bo należą one do tych demonicznych „kosztów własnych”, których żadne dotacje i darczyńcy nie chcą pokrywać. Możesz ustalić z ludźmi z fundacji, że będziesz (sama lub w grupce znajomych) opłacać taki rachunek w ramach comiesięcznej darowizny.

7. Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie[4]. – spróbuj wciągnąć w pomaganie znajomych czy rodzinę:

  • opowiadaj o tym, że postanowiłaś zacząć pomagać i jak to robisz;
  • zamiast prezentu na urodziny czy święta poproś o darowiznę na daną fundację (np. na siepomaga.pl jest możliwość stworzenia „swojej puszki” przy danej zbiórce i rozesłania maila do wszystkich zainteresowanych);
  • namów ludzi w swojej firmie na „oddawanie końcówek” – co miesiąc ich pensja będzie zaokrąglana np. do 5 albo 10 złotych w dół (dostaną 2 470,00 zamiast 2 473,80). Wspólnie możecie ustalić, dla kogo przeznaczycie zebraną kwotę;
  • jeśli Twoi znajomi prowadzą firmy lub są na wysokich stanowiskach w jakichś większych firmach, to opowiedz im o „odpowiedzialnym biznesie”. Wytłumacz jak mogą ocieplić wizerunek firmy i rozreklamować się poprzez pomoc innym.

8. Wyjdź poza oczywistość. – Jest wiele fundacji, które wspierają sprawy, o których nam się nie śniło albo pomagają w bardzo nietypowy sposób. Na przykład ja byłam zachwycona, gdy dowiedziałam się o:

  • fundacji Kiva (KLIK), która zajmuje się udzielaniem mikropożyczek. Pożyczkobiorcy spłacają je, a pieniądze są kolejny raz wykorzystywane, by pomóc innym ludziom;
  • Cochrane Iniciative (KLIK) – organizacja, która wykorzystuje istniejące badania medyczne do tworzenia meta-analiz (meta-analiza ma najwyższy poziom wiarygodności spośród wszystkich dowodów naukowych). Dzięki takiemu działaniu udaje się „wycisnąć” jak najwięcej dobrego z wszelkich badań naukowych, które są publikowane na całym świecie. Każde pojedyncze badanie może nie dawać jasnej odpowiedzi, czy coś działa czy nie. Ale jeżeli zbierzemy dużo takich badań i dokonamy ich analizy, to możemy uzyskać dużo bardziej konkretne wnioski.
Obrazek stąd: https://www.eupati.eu/pl/farmakoepidemiologia/medycyna-oparta-na-faktach/
  • fundacji With this ring (KLIK), która zadała kobietom bardzo ciekawe pytanie: „czy Twój pierścionek zaręczynowy jest Ci naprawdę potrzebny? Czy wiesz, ile dobrego mógłby zrobić dla innych?”. Fundacji można oddać swój pierścionek zaręczynowy, by pomóc potrzebującym z krajów rozwijających się.

Na ten moment nic więcej nie przychodzi mi do głowy, ale bardzo chętnie poczytam, co Wy o tym sądzicie i czy macie jakieś swoje sposoby na pomaganie.

Pozdrawiam,

Matka Skaut.

P.s. W związku z wpisem o serialach (KLIK) – czy wiecie, że od piątku na Netflixie jest nowy sezon The ranch?

P.s.2. Co do ciekawych fundacji czy inicjatyw – napiszcie, jakie znacie! Chętnie poczytam i dopiszę do wpisu.

[1] Przepraszam, nie znam się na temacie bezdomności, nie wiem, czy są to najskuteczniejsze działania, które pomagają tym osobom. To tylko przykład.

[2] Dane z raportu TNS Polska Dzieląc się, pomagasz. Do ściągnięcia bezpłatnie z internetu.

[3] No chyba, że jest zaznaczona informacja, że zbierają też starą odzież, bo mogą ją sprzedać na czyściwo.

[4] Cytat z Mahatmy Gandhiego.

  • Anna Kupicz

    Super wpis! Mam tylko jedną polemiczną uwagę: w ramach wolontariatu pomagam bezdomnym. Zanim zaczęłam się tym zajmować, też uważałam, że przede wszystkim trzeba dawać im wędkę. Po dwóch latach pracy z konkretnymi ludźmi na ulicy, widzę to tak: jeżeli nie potraktuje się priorytetowo organizacji, które tych bezdomnych karmią i chronią przed zimnem (czyli „gaszą pożary”), to mało kto z nich dotrze do organizacji, które zajmują się poradnictwem zawodowym i wsparciem psychologicznym. Czasem „gaszenie pożaru” jest niezbędnym etapem, by móc za chwilę dać tej osobie wędkę. Osoba głodna, przemarznięta i ledwo patrząca na oczy ze zmęczenia nie jest w stanie trzeźwo myślec i zająć się zmianą swojego życia. Najpierw musi coś zjeść, wyspać się, umyć, dostać czyste ubranie. Dopiero potem może usiąść do konstruktywnej rozmowy z prawnikiem/psychologiem/doradcą zawodowym. Ideałem byłaby oczywiście organizacja, która łączy te dwa cele lub szersza współpraca organizacji o różnych profilach.

    • MatkaSkaut

      Jasne, zgadzam się z Tobą! Dlatego napisałam, że przykładowo jedna fundacja prowadzi noclegownię, a druga „dodatkowo” inne rzeczy (teraz, jak to czytam, to rzeczywiście chyba z tego zdania jasno nie wynika, że chodziło mi o to, że w obydwóch przypadkach jest noclegownia). Wahałam się z podaniem akurat takiego przykładu, bo bezdomność, to nie moja „branża”, a zdaję sobie sprawę, że niekiedy najskuteczniejsze formy pomocy, to takie, które laikowi, który nie ma styczności z tematem, mogą wydawać się kompletnie bez sensu (i nawet powodować oburzenie, że to jest „marnowanie pieniędzy darczyńców”).

  • Karolina By

    Fajny, konkretny wpis 🙂 Zastanawia mnie tak całkiem praktycznie jeszcze jedna kwestia: czy lepiej wspierać duże fundacje, czy małe? Tak sobie kombinuję – duże fundacje mają większą moc, większy zasięg, wyobrażam sobie, że są też bardziej prężne, bo mogą sobie pozwolić na zatrudnienie specjalistów, nie muszą marnować energii na zmartwienia typu „nie mamy na prąd i wypłaty”. Idąc tym tropem przypuszczam, że podarowane im pieniądze po prostu zdziałają więcej.
    Natomiast myśląc o tym, jaką przewagę nad dużymi fundacjami mogą mieć małe przychodzi mi do głowy głównie większa różnorodność działań, wychodzenie naprzeciw bardziej – jakby to ująć – lokalnym lub rzadkim problemom.
    Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania, Matko Skaut, bo jako była pracownica NGO znasz temat lepiej i może widzisz inne „punkty przewagi”?

    • MatkaSkaut

      (przepraszam, odpowiadam z poświątecznym poślizgiem) Tak naprawdę, to bardzo dobrze to podsumowałaś. Ja bym dawała na małe fundacje tylko w takich przypadkach, gdy:
      – zależy mi na lokalności działania – chcę, aby zabytkowy cmentarz w moim mieście był odnowiony albo istniała świetlica dla dzieci w mojej dzielnicy);
      – cel jest na tyle nietypowy, że nie ma żadnej dużej fundacji, która się tym zajmuje;
      – istnieją duże fundacje o takim samym celu działania, ale mała fundacja proponuje dużo ciekawsze, bardziej innowacyjne czy skuteczne podejście do rozwiązania danego problemu.

      W innych wypadkach stawiałabym na dużych. Może to brzmi brutalnie, ale tak naprawdę wydaje mi się sensowniejsze nawet, by większe fundacje i mniejsze połączyły swoje siły (tzn. najprawdopodobniej aby mniejsze zostały wchłonięte przez większe), bo mniejsza fundacja miałaby większe możliwości działania jako filia większej fundacji niż ma samodzielnie (no chyba, że się mylę, to proszę, niech ktoś z branży mnie poprawi). W sytuacji, gdy istnieje kilka fundacji robiących dokładnie to samo, kopiują się przecież struktury, mnożą prezesi, sekretarki czy księgowe zatrudnione na ułamek etatu. Poza tym sama mam doświadczenie, że NGO-sy mogą sobie świetnie najwzajem pomagać, gdy się dogadają, bo można wtedy „przerzucać” siły i środki materialne tam, gdzie są akurat bardziej potrzebne. Podsumowując, choć sama mam doświadczenia w takiej niewielkiej fundacji (no dobra, może jak na polskie warunki to średniej), to optowałabym za dużymi.