W pułapce pewności i na bezdrożach niepewności

Każdy chce robić dobrze. Nikt nie chce robić źle. Ale przede wszystkim chcemy mieć PEWNOŚĆ, że robimy dobrze.

Wiara stanowi podstawę życia Autentycznego w świecie, w którym większość z nas pragnie pewności, zanim zdecyduje się odsłonić. Jeśli więc mówimy „chcę żyć naprawdę autentycznie”, musimy uwierzyć, nie wiedząc.

Brene Brown

W różnych momentach i sprawach w moim życiu chcę robić dobrze. Ale jakoś nie potrzebuję 100% pewności i potwierdzenia od wszystkich naokoło, że to jest dobrze. Na przykład nasz salon. Ma kolorowy dywan, narożnik, krzesła i fotel. Stoją w nim stare meble kupione za półdarmo na olx. I uważam, że jest piękny. I MOJE przekonanie, że jest piękny, jest dla mnie wystarczające. To, że nikt nigdy tego nie potwierdził, w sumie mi nie przeszkadza (choć, nie powiem, miło by było). Moje przekonanie mi wystarcza.

Ale jest przestrzeń w moim życiu, gdzie moje przekonanie miało dla mnie niewielką wartość. A nawet wartość ujemną. I to jest macierzyństwo. Bycie matką – nieustannie bijące źródło niepewności. Gdzie urodzić? Jak spać? Jak dbać o rozwój (a może wcale nie trzeba?)? Na co pozwalać? Czego odmawiać? Co ze słodyczami? A bajki? A dostęp do telefonu? A ile czasu na świeżym powietrzu? A czy wychodzić, jak jest smog? A czy w Krakowie kiedykolwiek nie ma smogu? A czy dawać słoiczki do jedzenia? A na jakie zajęcia dodatkowe zapisać? A w ogóle na jakieś zapisywać? A fotelik dla 5-latki to przodem czy tyłem?

I co najśmieszniejsze (a bardziej takie śmieszno-straszne), na każdy z tych tematów znajdę blogi, portale internetowe, fora czy grupy facebookowe. A nawet badania naukowe znajdę. A nawet metaanalizy badań naukowych. I jak przeczytam to wszystko, to dopiero wtedy podejmę decyzję. DOBRĄ decyzję. I będę miała pewność.

I tak się można doktoryzować z każdego (serio, każdego) tematu dotyczącego wychowywania dzieci.

Wszystkie zdjęcia oczywiście z unsplash.com

A co jeszcze zabawniejsze – człowiek się dogrzebie do jakichś badań i myśli, że teraz już zna Prawdę, a okazuje się, że podważenie wyników badań naprawdę nie jest trudne. Proszę – KLIK –  badanie nad wpływem karmienia piersią na inteligencję dziecka. 4 punkty IQ więcej, zarobki lepsze o 1/3 u dorosłych, którzy byli 30 lat temu karmieni piersią. Grupa badanych – 3 500 osób. Brzmi sensownie. A pod spodem komentarz – 30 lat temu w kraju słaborozwiniętym dzieci niekarmione piersią dostawały pewnie po prostu krowie mleko. Dzisiejsze mleka modyfikowane mają dużo lepszy skład, pewnie wyniki dzieci karmionych kp i mm by się tak nie różniły.

… no tak…

Nie piszę tego, żeby sugerować, że to żadna różnica czy kp czy mm. Ani żeby sugerować, że wyniki badań naukowych nie mają żadnego znaczenia. Podaję ten przykład, żeby pokazać, że nawet w takim, bardzo dobrze przebadanym, obszarze nadal nie uzyskasz całkowitej pewności. Nie będziesz miała gwarancji, że kp da Twojemu dziecku te 4 dodatkowe punkty IQ. Nikt, łącznie z autorami tego badania, nie obieca Ci, że Twoje karmione piersią dziecko będzie kiedyś zarabiało o 1/3 więcej niż karmione mm dziecko Twojej szwagierki.

Wychowywanie dziecka to droga naszpikowana pytaniami „jak powinnam…?”, „a co będzie lepsze…?”. Macierzyństwo jest jak pierogi. Ale wiecie, takie z dobrej knajpy, gdzie ciasto jest cieniutkie jak woal, a nadzienia jest dużo i jest wyjątkowo soczyste. Macierzyństwo to takie ekskluzywne pierogi. Z nadzieniem o smaku niepewności. I myślę, że większość z nas mocno się gimnastykuje przy konsumowaniu ich. Bo trudno zjeść pierogi tak, żeby farszu nawet nie spróbować.

Uwielbiam współczesny świat. Nie uważam, że „kiedyś to były czasy” (bo wiadomo, teraz to nie ma czasów). Uważam, że dzisiejszy świat, z całym rozwojem nauki i techniki, daje nam niesamowite możliwości. Ale przy okazji tworzy niebezpieczną iluzję. Iluzję pewności i kontroli. Że ja, jako matka, jak przeczytam wystarczająco dużą część internetu i książek, to będę w stanie podjąć NAJLEPSZĄ decyzję co do każdego aspektu wychowania dziecka. Że nauka poprowadzi mnie gładko za rękę przez tę wyboistą drogę i pomoże ominąć wszelkie niepewności. A moje decyzje będą słuszne i poprowadzą mnie wprost ku wychowaniu szczęśliwego, inteligentnego, empatycznego człowieka, który jest przy tym wszystkim jeszcze kreatywny, wewnątrzsterowny i ma (adekwatnie) wysokie poczucie własnej wartości. Uf, dzięki, nauko!

Mam wrażenie, że głównym celem istnienia różnorakich (głównie matczynych) grup facebookowych jest wzajemne chronienie się przed niepewnością. Upewnianie się, że „tak, podjęłyśmy słuszną decyzję. 15 tysięcy matek nie może się mylić”. Ja też się zapisywałam do takich grup, by poczuć się lepiej i jakoś ukoić te wewnętrzne niepokoje. Ale końcowy efekt był taki, że czułam się tylko gorzej. Ponieważ, jak już wspólnie ustalimy, co jest jedyną słuszną odpowiedzią, to później następuje proces weryfikacji, na ile dobrze realizujesz wytyczne. No i jakimś dziwnym trafem się okazuje, że choć kierunek dobry, to wykonanie do dupy. Bo zawsze znajdzie się matka, która wykonuje BARDZIEJ.

Zapisywałam się w poszukiwaniu pewności, a dostawałam emocjonalny rollercoaster. Jeden post przeczytany – „uff… co za ulga, mam podobnie i to jest ok”, dwa posty – „ojej! To tak też jest źle? Nie wiedziałam”. I zamiast mieć pytań coraz mniej, miałam ich coraz więcej. I zamiast czuć się coraz pewniej, czułam się coraz bardziej zdezorientowana.

Więc się wypisałam. Ze wszystkich grup, za pomocą których planowałam uśmierzyć swoje niepewności. I, co pewnie niezbyt zaskakujące, czuję się teraz… lepiej? Pewniej? Nie. Ale jakoś tak bardziej… ludzko. Autentycznie. I to nie dlatego, że nie mam już wątpliwości czy nie czuję niepewności. Po prostu jestem coraz bardziej przekonana… coraz bardziej CZUJĘ, że w życiu nie chodzi mi o to, by mieć jak najmniej wątpliwości. Chodzi o to, by umieć je wszystkie w sobie zmieścić. Żeby, gdy napotkam kolejną niepewność, to nie reagować paniką („o matko! Co teraz? Co zrobić? Kogo spytać? Gdzie to sprawdzić?”). Żeby nie odczuwać nieustającego niepokoju w związku z tym, że mam pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Że podjęłam decyzję, a czy słuszną, to się dowiem za kilka miesięcy. Lub lat. Chcę w takich sytuacjach myśleć: „ok, ciekawe pytanie. Może uda mi się znaleźć odpowiedź, a może nie. Może moje wątpliwości zostaną rozwiane, a może zostaną ze mną na zawsze”. I żeby obydwie opcje były dla mnie akceptowalne.

Chcę, żeby w moim życiu było więcej wiary. I nie chodzi mi o taką wiarę religijną. Chodzi mi o odwagę i spokój, które pozwolą mi akceptować fakt, że życie (a zwłaszcza życie matki) składa się z ciągu pytań bez odpowiedzi. Chcę mieć odwagę żyć z tymi niepewnościami. Za to zupełnie już nie chcę spalać się w nieustannym poszukiwaniu pewności. Bo czuję się tym już bardzo zmęczona.

Chcę umieć zmieścić w sobie te niepewności i lęki. Ale nie upychając je wstydliwie po kątach. Chcę im znaleźć wygodne miejsce w sobie. Powiedzieć im: „okej, widzę, że nie zamierzacie nigdzie stąd iść. Dobrze, rozgośćcie się. Rozumiem, że jesteście częścią życia. Uznaję Wasze istnienie i chcę zacząć dostrzegać Waszą nienachalną urodę.”.

I wierzę, że wtedy moje życie będzie prawdziwsze. A pierogi smaczniejsze.

Czego i Wam życzę,

Magda (Matka Skaut).

  • Kasia Blanka

    Wow. Zdecydowanie mam podobnie. Ta permanentna niepewność czy dobrze robię, a to „dobrze” to z podbudową naukową, chociaż daje ona pewność prowizoryczną… Może to przez brak zaplecza w postaci pokoleń matek, z którymi razem rwie się pierze i kopie ziemniaki…? Człowiek ma czas i warunki na takie rozkminy, a własna matka nie jest aż takim autorytetem w tych kwestiach, bo by dziecko trzymała w czapce 24/7.

  • Mimo że temat na razie mnie nie dotyczy, to posta czytało się świetnie, bo tak dowcipnie napisany. A na wszystkim znać się nie da i by życia nie starczyło… Chyba najlepiej ufać instynktowi 🙂

  • Agnieszka Alicja Szarek

    Ja sobie odpuściłam. kiedyś sen z powiek zabierały mi pytania o przyczynę zachowań i sytuacji z dziećmi. Niektóre odpowiedzi znalazłam, niektóre przyszły same z czasem, a na niektóre mimo upływu lat nadal nie znam odpowiedzi i być może nie poznam nigdy. Nie wiem. Oswajałam się długo z tym nie wiem i teraz już je przyjmuję w pełni. Nie wiem i trudno. Może się kiedys dowiem. Może ktoś mądrzejszy ode mnie, bardziej doświadczony mi powie. Na razie nie wiem i chcę spać spokojnie mimo tego.