Witaj

Miało być tak znacząco, symbolicznie. Miałam umieścić pierwszy wpis tutaj w dzień swoich 30-tych urodzin. No ale to to, tamto, Młodsza miała sraczkę, Starsza nie chciała wieczorem klocków posprzątać. No i tak zeszło, że robię to teraz.

Po co w ogóle tworzę to miejsce? Bo prawie 3 lata temu zostałam matką. I od tego czasu siedzę w internecie i czytam, czytam, czytam. Czytam te wszystkie blogi parentingowe i płakać mi się chce. Głównie nad sobą.  Że ja w ogóle nie jestem taką matką, jak te blogowe matki. Że ja nie myślę o sobie / o macierzyństwie / o swoich dzieciach tak, jak myślą one. No, kurwa, najwyraźniej coś ze mną głęboko nie tak, że przeżycia tych wszystkich kobiet nie są bliskie temu, co ja myślę i odczuwam. A czasem, dla odmiany, czytam i się we mnie gotuje z oburzenia. Bo ktoś pisze bzdury, szerzy pseudonaukę i pop-psychologię i miesza ludziom w głowach. A im poczytniejszy blog, tym na większą skalę może to robić.

I ktoś może powiedzieć teraz: „No i co z tego? Weź, kobieto, wyłącz ten komputer i idź porobić coś pożytecznego zamiast się samobiczować i wściekać, że jacyś obcy ludzie nie myślą tak, jak Ty.”. A moja odpowiedź na to brzmi: „NIE!”. Dlaczego? Bo mam głęboką, wewnętrzną potrzebę metaforycznego grzebania językiem w bolącym zębie. Nie mogę się powstrzymać by nie wchodzić, nie czytać i nie emocjonować się. I ponieważ tego zrobić nie mogę, to chcę, żeby z mojego „metaforycznego grzebania” coś produktywnego wynikło.

Myślę, że nie jestem sama. Mimo całego swojego ludzkiego egocentryzmu i poczucia wyjątkowości, nie sądzę, abym była jedyną matką, która czyta te blogi i się kompletnie w tym nie odnajduje. Nie jestem jedyną, która się nie wzrusza i nie rozpływa. Nie jestem sama w tym, że porównuję się do tych matek i zaczynam się czuć jak dziwadło. Jak jakaś niewydarzona istota, która najwyraźniej jakoś na poziomie genetycznym nie nadaje się do tego, by być matką. No bo to jest po prostu niemożliwe, że te wszystkie matki mają tak i siak, czują to czy tamto i wydają się być w tym szalenie zgodne, a ja tak nie mam?

Nie jestem w tym sama. Naprawdę chcę w to wierzyć. Ale żeby to sobie ostatecznie udowodnić, to zakładam tego bloga. Chcę, aby to było miejsce dla tych wszystkich rodziców, którzy czytają te blogi i jak refren pojawia się w ich głowie myśl: „Ja tak nie mam. Ja tego nie czuję. To nie ja.”. Żebyśmy mogli zobaczyć, ile nas tak naprawdę jest. I żebyśmy mogli stwierdzić, że to, że nie podzielamy myśli i uczuć z głównym nurtem blogosfery parentingowej, nie czyni nas gorszymi rodzicami.

Jak widzicie, tak naprawdę, to ja Was potrzebuję. Potrzebuję Waszego: „Ja też! Ja też tak mam!” żeby móc odetchnąć z ulgą. Żeby móc powiedzieć same sobie: „wiedziałam!”.

Z tych powodów każdy Twój komentarz, każdy mail, każda informacja zwrotna od Ciebie będzie witana przeze mnie z entuzjazmem i będzie dla mnie ważna. Dziś, w momencie opublikowania tego postu, oficjalnie tworzę To miejsce. Proszę, rozgość się tutaj i poczuj się wreszcie, po raz pierwszy, jak u siebie.

To koniec tego wpisu, ale to dopiero powitanie, początek tej naszej wspólnej (?) przygody. Chcę uścisnąć Ci rękę i spojrzeć w oczy.

Witaj!

Matka Skaut