Wszystkie wady noszenia w chuście

Nikt tak dobrze nie zna wszystkich wad chustowania jak rodzice z dwójką dzieci, ale bez żadnego wózka. Dlatego dzisiaj chciałam szczerze i bez lukru opisać wszystkie trudności związane z noszeniem dziecka w chuście.

Do napisania tego wpisu natchnął mnie ten → KLIK artykuł na portalu sosrodzice. Oburzałam się już na niego w poprzednim wpisie. Według mnie artykuł o wadach noszenia w chuście powinna pisać osoba, która ma duże doświadczenie w chustowaniu, a nie ktoś, kto spróbował 2 razy i się zniechęcił. Dlatego dziś wpis o wadach chusty według „chustomatki pełną gębą”. Na początek kilka słów o moich doświadczeniach. O chustach pierwszy raz przeczytałam jeszcze na długo przed ciążą, a gdy już czekaliśmy na dziecko, to wróciłam do tematu. Na początku kupiliśmy zarówno wózek jak i chustę, ale ja czułam silną motywację, by spróbować nosić jak najwięcej. Skończyło się tym, że Pierworodna przejechała się w wózku mniej niż 10 razy, a Młodsza jeżdżenia w wózku nigdy nie zaznała. Oznacza to, że mam za sobą doświadczenie wielu miesięcy chustowania i naprawdę sprawdziłam chustę w każdych możliwych okolicznościach. Chcę się podzielić z Wami moimi wnioskami i szczerze napisać, jak jest. Tym wpisem nie chce Was odstraszyć od noszenia w chuście. Wręcz przeciwnie. Po prostu uważam, że w każdą nowa sytuację w życiu lepiej wchodzić przygotowanym i ze świadomością, jakie komplikacje mogą nas spotkać. No to jedziemy z listą wad (kolejność od tych najbardziej przeszkadzających do tych w sumie niezbyt ważnych).

1. Bo najtrudniej to jest zacząć. Rozpoczęcie chustowania z noworodkiem bywa trudne, bo pojawia się szereg kłopotów i jeśli nie masz tego szczęścia, że wśród znajomych masz doświadczoną osobę, która Ci pomoże i odpowie na różne pojawiające się pytania, to człowiek trochę w dupie zostaje. Tu chciałabym wymienić (bez rozwodzenia się) najczęstsze trudności z jakimi spotykają się rodzice rozpoczynający chustowanie:

za dużo/za mało informacji, ogólna dezinformacja – czytasz, czytasz te internety i już wiesz, że nic nie wiesz. Jaka chusta? Z jakiej tkaniny? A elastyczna czy tkana czy kółkowa? A jedna czy więcej? A jaki rozmiar? A czy to szkodzi dziecku czy nie? A czy można nosić cały dzień czy maksymalnie 2 godziny? Po przeczytaniu tego wszystkiego, to już człowiek kompletnie nie wie, co sobie myśleć.

bo dziecku się nie podoba – a co ma mu się podobać? Szarpiesz je, potrząsasz, ściskasz, co w tym miłego? Nie czarujmy się, zanim nauczysz się wiązać chustę sprawnie i poprawnie, to trochę minie, a na początku sam proces wkładania w chustę nie będzie się dziecku miło kojarzył, więc drze ryjca, a co ma nie drzeć?

bo mi się nie udaje – wiązanie niemowlęcia to zupełnie co innego niż wiązanie szmacianej lali na kursie szkoły rodzenia, co? Dziecko się szarpie i wyje, Ty się denerwujesz, że zrobisz mu krzywdę, materiał się plącze, a jak już skończysz, to zawsze się okazuje, że źle i za luźno.

bo boję się, że zrobię mu krzywdę – nóżki chyba krzywo, plecki jakoś nie tak i główka tak zwisa, a miała przylegać do Twojej piersi, no zrobisz z dziecka inwalidę jak nic.

bo pediatra/położna/fizjoterapeuta/rodzice/ciotka – wiele osób starszej daty (w tym też lekarzy!) jest negatywnie nastawionych do noszenia w chuście i będzie Wam to odradzać. Gdy robi to ciotka Teresa, to możesz to łatwiej puścić mimo uszu, ale gdy robi to Wasz pediatra, to już zupełnie inna bajka. (Jeśli powyższe dylematy i trudności są Wam bliskie, to zapraszam do mojego wpisu → KLIK. Pomogę Ci rozluźnić poślady i zacząć chustowanie na luzie).

2. Im dalej, tym ciężej. Chusta jest CUDOWNA dla noworodków i dzieci do 6 miesiąca życia i w tym wypadku nigdy bym jej na nic innego nie zamieniła. Ale później? Dziecko coraz cięższe i większe, no i coraz bardziej ciekawe świata i mobilne. Słodko jest, gdy dzieciątko sobie śpi z głową na piersi mamusi. Ale jak kloc jeden chce wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć i tak w ogóle, to chce już na ziemię, to noszenie bywa trudne. Pierworodna przestała być noszona w chuście ostatecznie, gdy zaczęła sama chodzić. Młodsza ma rok i 3 miesiące i chusty używamy tylko gdy wybieramy się na dłuższy spacer.

3. Lato w chuście. Oczywiście, w chuście zapacasz się jak świnia. Dziecko to sobie możesz wsadzić w samej pieluszce, no ale Ty jednak coś na siebie musisz włożyć. Po zdjęciu chusty każda bluzka wygląda niewyjściowo, jest pomięta do niemożliwości no i przede wszystkim zapocona. Dla mnie to nie był wielki problem, bo ja ogólnie jakoś tak genetycznie mam, że niewiele się pocę, ale mój Mąż miał z tym spory problem. Wskazówka – załóż czarną koszulkę – nie widać na niej zagnieceń i plam z potu.

4. Osłanianie dziecka przed słońcem, deszczem, śniegiem, wiatrem – W wózku są różne daszki czy parasolki, a gdy zimno – śpiworki czy kocyki. A w chuście – nic. Jeżeli chodzi o słońce, to w naszej rodzinie funkcjonują dwa rozwiązania. Pierwsze to miękki kapelutek z szerokim rondem dla dziecka – kryje w cieniu całą buzię, ale miękko układa się na piersi osoby noszącej. Raz kupiłam Pierworodnej czapkę z długim, sztywnym daszkiem. Przy każdym przekręceniu głowy (a ciekawskie dziecko robi to baaardzo często) miałam wrażenie, że za chwilę gardło mi poderżnie tym daszkiem. Fatalny błąd. Drugi sposób to… po prostu unikać słońca. Ja mam ciemne włosy i wielokrotnie w życiu dostałam udaru słonecznego. Powoduje to, że jestem ostrożna w kwestii wystawiania się na słońce i wysoką temperaturę – staram się chodzić zawsze tam, gdzie jest cień i nie planuję dłuższych wyjść w godzinach około południowych w lato. W kwestii pozostałych warunków pogodowych – ja nosiłam mniejsze dzieci po prostu zasunięte razem ze mną w większej kurtce lub bluzie Męża (kurtki do noszenia dziecka uważam za porażająco drogie i porażająco szpetne). Co do osłaniania buzi przed deszczem czy śniegiem – wychodzę z założenia, że dziecko nie jest z cukru i nic wielkiego się nie stanie, jeśli trochę na nie napada. A co do wiatru – polecam czapkę-uszatkę zapinaną pod brodą – ochrania uszy dziecka i sporą część buzi.

4. Zima w chuście. Jak tu ubrać siebie i dziecko do chusty, gdy zimno? Kurtka dla dwojga – droga i paskudna. Kurtka męża – wygląda się dziwacznie i jeszcze bardziej paskudniej niż w wyżej wymienionej kurtce. Wiązać dziecko w kombinezonie na swoją kurtkę zimową – wszystko się ślizga i ucieka, ciężko jest dobrze ułożyć dziecko w grubym ubranku, a zanim skończysz tą gimnastykę, to już będziesz zapocona jak szczur. Ja korzystam z dwóch ostatnich opcji, ale łatwo nie jest.

5. Wiązanie w sytuacjach ekstremalnych. Wiązanie chusty na dworze, gdy błoto, śnieg, deszcz albo kurz nie jest łatwe. Oczywiście można się tego nauczyć (ja trzymam końcówki chusty kolanami albo szukam jakiegoś kawałka trawy). Poza tym wychodzę z założenia, że chusta nie jest eksponatem w muzeum tylko narzędziem, które ma być mi pomocne, więc nie płaczę, gdy mi się trochę wyciuchra po ziemi. No, ale nie da się ukryć, że to kolejny minus. Niewygoda kończy się jednak bardzo szybko, bo dziecko, które trzyma samo głowę można nosić w wiązaniu typu „podwójny x”. To wiązanie możesz zawiązać na sobie na przykład w domu, potem wsiąść do samochodu z dzieckiem, a gdy dojedziesz na miejsce, to wkładasz do niego dziecko i dociągasz chustę.

Chuściany ogon w akcji – podkreślam, że to nie jest moja najładniejsza chusta ;).

6. Nie kupisz sobie bluzki. Kłopot z chustą polega na tym, że jeżeli z jakichś powodów musisz na chwilę pozbyć się dziecka (szczególnie noworodka lub kilkumiesięcznego), to nie za bardzo jest z nim co zrobić. Trzeba dać komuś obcemu na ręce albo na podłodze zostawić, a to nie każdemu pasuje. Nie pójdziesz z dzieckiem w chuście na zakupy ubraniowe. To znaczy mnie się zdarzało, normalnie dziecko sadzałam w przebieralni na chuście na ziemi, a spodnie czy buty mierzyłam z dzieckiem na sobie. No ale wygodne to to nie jest, nie da się ukryć (ale z drugiej strony, tak szczerze – jak często chodzisz kupować ciuchy? I czy naprawdę musisz wtedy zabierać ze sobą dzieciura?). A! No i jeszcze wizyty u lekarza! Ja się staram po prostu dziecka z siebie nie zdejmować, więc oprócz przygód w przebieralniach sklepów z ubraniami mam za sobą doświadczenie USG ginekologicznego z dzieckiem w chuście oraz badania ginekologicznego w podobnych warunkach. Ogólnie ubaw po pachy. A mina lekarza – no bezcenne.

7. Nie wszyscy mogą nosić, nie wszystkie dzieci mogą być noszone. – tą wadę umieściłam na końcu, ponieważ mnie i moich dzieci nie dotyczyła i nie mam doświadczeń w tym względzie. Oczywiście, że są sytuacje, w których nie da się używać chusty. Po raz kolejny odsyłam Was do tego artykułu → KLIK do części: czy istnieją medyczne przeciwwskazania do noszenia dzieci w chustach?

Okazuje się, że realnie takich przeciwwskazań jest bardzo, bardzo mało. Niestety lekarze pediatrzy w większości przypadków bardzo niewiele wiedzą na temat noszenia w chuście i jeśli pojawiają się jakiekolwiek nieprawidłowości rozwoju, to od razu każą zrezygnować z noszenia dziecka z chuście, choć brak tu jakichkolwiek podstaw naukowych dla takiej decyzji. Oprócz konsultacji z lekarzem zawsze warto skonsultować się z certyfikowanym doradcą noszenia w chuście. Lekarze niestety nie znają się na wszystkim najlepiej. To tak samo, jak z karmieniem piersią. Dużo większą wiedzą na ten temat dysponują położne i doradczynie laktacyjne niż lekarze.

8. Picie i jedzenie w knajpach. – Na pewno nigdy nie wolno pić gorącego napoju z dzieckiem w chuście. To naprawdę niebezpieczne. Ale jeżeli chodzi o jedzenie w chuście, to według mnie spokojnie można się najeść z nawet kilkumiesięcznym śpiącym dzieckiem na klacie. Tylko trzeba być przygotowanym na wyciąganie później dziecku z włosków jakiś kawałków makaronu itp. Co do starszego dziecka – moje dzieci to sępy i gdy tylko próbowałam zjeść coś mając je w chuście, to musiałam się z nimi dzielić.

Uff! No to chyba tyle, wypisałam wszystko, wszystko, wszytko. Jak to teraz przeczytałam, to aż sama się dziwię, że w chuście noszę, bo to wygląda jak droga przez mękę. Ale tak sobie myślę, że jakby jakaś matka, która używa tylko wózka, zdecydowała się opisać szczerze wszystkie wady tego rozwiązania, to taka litania wcale nie byłaby krótsza. Po prostu obydwa rozwiązania mają swoje komplementarne wady i zalety. Tam, gdzie noszenie w chuście jest uciążliwe – wózek wymiata i na odwrót. Pewnie najlepiej byłoby łączyć te dwa środki lokomocji. Więc czemu nie mam wózka? Bo wózek łączy się z ograniczeniami, które są dla mnie nie do zaakceptowania. Ja chcę się czuć wolna – czyli, że idę tam, gdzie chcę i w takim tempie, jak mi się podoba. I nic mi tego nie ogranicza. I chusta daje mi tą upragnioną wolność. I za to jestem w stanie wybaczyć jej wszystkie inne wady. No i uwielbiam piękny chuściany ogon 🙂 Serio, nie rozumiem narzekań, że „chusta się za mną ciągnie”. Jak się ma piękną, kolorową chustę, to taki ogon wygląda naprawdę malowniczo.

Być może myślisz sobie teraz: „a co z…”, bo przychodzą Ci do głowy inne wady, o których słyszałaś lub czytałaś. Jeśli tak jest, to zapraszam do wpisu „mity dotyczące noszenia w chuście” → KLIK, może tam znajdziecie odpowiedzi na swoje wątpliwości.

Pozdrowienia!

Matka Skaut

P.s. Uff! Myślę, że to już jest naprawdę wszystko, wszystko, co miałam kiedykolwiek do powiedzenia na temat noszenia w chuście. Teraz planuję skupić się bardziej na różnych swoich rodzicielskich przemyśleniach i tematach około-psychologicznych. W sumie, to czuję ekscytację, bo myślę, że to mogą być naprawdę ciekawe wpisy. Jednocześnie trochę się niepokoję, ponieważ przez ostatnie tygodnie starałam się regularnie, w każdy weekend publikować nowy wpis. A jak się wezmę za takie tematy, do których będę sobie musiała trochę poczytać żeby odświeżyć albo pogłębić moją wiedzę ze studiów, to obawiam się, że doby mi nie starczy, żeby wyrobić się z pisaniem raz w tygodniu. Dlatego, jeśli tu jesteś i czytasz i masz ochotę na więcej, to nic się nie martw, ja też 😉 Tylko być może wybiorę sen zamiast ślęczenia przed komputerem.

P.s.2 Na zdjęciu do wpisu Pierworodna w wieku 5 miesięcy.

Comments

  1. Barbara

    Pierwszą nosiłam w chuście do roku, drugą kilka miesięcy, a potem się przerzuciłam na mandukę, bo mi się nie chciało wiązać. Teraz ma dwa lata i wszędzie jest w stanie sama dotrzeć. Tak czy siak, czas tak szybko mija, że czy z wózkiem, czy z chustą, ledwo się człowiek obejrzy, a tu już dziecko do szkoły idzie…

  2. Marta

    Trudno powiedzieć, Bondolino ma ten pas super miękki, szeroki i w dobrym miejscu, Mi się wydaje, ze jak podciągniesz wystarczająco wysoko dziecko, i dobrze ściągniesz te ramiona/paski, to powinno być wygodnie…

    1. Post
      Author
      Matka Skaut

      Chyba uda mi się iść na spotkanie chustowe i przymierzyć sobie takie nosidło – zalety mieszkania w dużym mieście. 🙂

  3. Marta

    Wszystko się zgadza:) mogłabym się podpisac pod każdym punktem, bardzo to rozsądnie opisałas. Ale żadna z tych wad nie przesłania zalet, czyli właśnie tej wolności.
    dodam, ze pewnym lekarstwem na upierdliwosc wiazania, ogon i cioranie o ziemi jest miękkie nosidło- ja już drugie dziecko noszę w bondolino.
    niestety, drugie jest mega ciężkie, i musiałam w wieku 6 mcy przesiasc się do wózka, bo wysiadał mi kręgosłup w noszeniu przodem, a na plecach jeszcze za wcześnie, bo powinna sama siadać. Zresztą nie lubię nosic na plecach dziecka, jakies to dla mnie już nie to. No i brakuje mi bardzo noszenia, wózek to jakas pokraka po prostu, zwłaszcza w komunikacji miejskiej…
    Dodałabym jeszcze punkt, że gdy ma się dzieckow chuście, to mega niewygodnie jest nosić plecak – wybrałam się tak z Młodą kiedyś do Krakowa, i plecak ciągną w soją stronę a ona w swoją, i to było bardzo niehalo. Więc chodząc z chustą jestem skazana na tyle, ile uniosę w rękach/w torbie na ramię, więc np zakupy spożywcze się trochę utrudniają. Z kolei teraz jak jeżdżę wózkiem, to pakuję pod spód a potem mam ten dramatyczny moment, kiedy muszę wnieśc do domu dziecko i zakupy naraz;/
    A w ogole – bardzo fajny blog!
    Jestem matką juz czwarty rok, ale widac ciągle coś tam w duszy piszczy z niepewności, więc bardzo do mnie przemówiło Twoje powitanie. Dziękuję. I pisz dalej

    1. Post
      Author
      Matka Skaut

      Dziękuję! Widać na niepewność nigdy nie znika. Wydaje mi się ostatnio, że tak naprawdę wszystkie matki czują się wyrodnymi matkami. Albo chociaż niewystarczająco dobrymi. Tylko jedne więcej o tym mówią, a inne zachowują te wątpliwości tylko dla siebie.
      Też mam nosidło – Ergobaby Organic – ale jakoś nie lubię go za bardzo i nie mogę sie przekonać. Pas biodrowy jakoś mi się źle układa i naciska na dolny kręgosłup. Ale to może ja nie umiem go dobrze założyć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *